| Wspomnienia ćwiczących |
|
|
|
|
PAWEŁ GŁOWIENKA II dan (trenuje od 2003 roku) Nazywam się Paweł Głowienka, obecnie mam 17 lat, mieszkam w Dęblinie i uczęszczam do LO w Dęblinie. Taekwon-do uprawiam około 5 lat. Od dzieciństwa interesowały i ciekawiły mnie sztuki walki, chociaż samemu trudno mi było zrozumieć wytyczne którymi kierują się mistrzowie tego rzemiosła. Rozpoczęcie moich treningów zawdzięczam w pewnym stopniu mojemu dobremu koledze Remkowi, który pierwszy ode mnie zdecydował się przekroczyć progi sali treningowej DSTKD, przekonawszy się do tej sztuki walki postanowił polecić ją mi. Mój pierwszy trening. Pamiętam go doskonale, nowe twarze nieco mnie zestresowały, przypominam sobie, iż koreańskie komendy które podawał trener zaciekawiły mnie, gdyż nigdy wcześniej nie miałem styczności z tym językiem. Pierwsze treningi wzbudziły we mnie ogromny zapał i chęć do ich kontynuowania. Wraz z upływem czasu namówiłem starszego brata do przyłączenia się do sekcji. Jeszcze później dołączyła się młodsza część mojego rodzeństwa mianowicie młodsza siostra i brat. Początkowe egzaminy wprowadziły mnie w każdym calu w rytm treningów i życia DSTKD. Taekwon-do zainspirowało mnie na tyle, że stało się dla powszedniością. Dodatkowo atrakcje, które zapewniał nam trener Jarosław Bigos, takie jak biwaki, obozy oraz seminaria pomagające nam doskonalić swoją technikę oraz zwiększyć wiedzę teoretyczną. Tego typu wyjazdy gwarantują nie tylko rozkwit umiejętności, lecz również niezapomniane wrażenia na całe życie, chwile spędzone w towarzystwie znajomych oraz kadry trenerskiej, możliwość nawiązania nowych znajomości… Każde takie wydarzenie utrwala nas i jeszcze bardziej przybliża do Taekwon-do. W moim przypadku największe znaczenie odegrał obóz w Janowie Lubelskim w 2007 roku, gdyż to właśnie wtedy otrzymałem promocje na stopień mistrzowski I dan, w tamtym czasie również wiele doświadczyłem zarówno w życiu prywatnym i jako Taekwondoka ;). Ta imponująca sztuka walki pomogła mi wzmocnić m.in. swoją dyscyplinę i samozaparcie oraz przyniosła mi nowe wartości i zasady życiowe, dzięki niej obce jest mi brak zajęcia, gdyż w każdej wolnej chwili mam możliwość na szkolenie się w tej dziedzinie. Determinacja, zawziętość i ciężka praca przyniosła mi wiele radości i owoców w życiu chociażby sukcesy na zawodach różnej rangi a przede wszystkim osiągniecie stopnia jakim jest I dan, który przyniósł mi satysfakcję osiągnięcia pewnego poziomu.
IZABELA GRODZICKA II dan (trenuje od 2000 roku) Wrzesień 2000 r.-wtedy wraz ze starszym bratem rozpoczęłam treningi w ZSZ nr 2. Rodzice chcąc zapewnić nam jakąś rozrywkę trafili właśnie na taekwon-do. Kiedy rozpoczął się pierwszy trening byłam przerażona. Nie wiedziałam zupełnie na czym będzie to polegało. Poszczególne ruchy, kopnięcia, uderzenia były dla mnie nowością, lecz od razu zainteresowało mnie to. Zadziwił mnie porządek, dyscyplina oraz cisza panujące na sali. Obserwując starszych kolegów starałam się ich naśladować. Pierwszy trening był dla mnie ogromnym przeżyciem. Wraz z pierwszymi zajęciami nabrałam ochoty na następne. Obserwując z zachwytem umiejętności starszych kolegów i koleżanek za wszelką cenę chciałam im dorównać, lecz wiedziałam, że nie będzie to łatwe zadanie. Z biegiem czasu trening stał się częścią mojego harmonogramu tygodnia. Wiem, że czas spędzany na sali nie był stracony. Bardzo się cieszę, że tam trafiłam.
PIOTR WOJTAŚ I dan (trenuje od 1999 roku) Swoją przygodę z taekwondo zacząłem we wrześniu 1999 roku. Do tego aby udać się na salę namówił mnie mój kolega z klasy, początki były bardzo trudne a do tego jakoś nie pociągała mnie ta sztuka walki... po prostu trenowałem bo większość moich znajomych trenowała. Jakieś 3 tygodnie później trener zrobił pierwsze walki w sprzęcie... hehe i dostałem wtedy ale z racji mej ambicji nie mogłem tego przeboleć i zacząłem intensywnie trenować na sali i w domu. W zamiarze miałem tylko odwet:P Ale efekt był inny. Wraz z każdym przetrenowanym dniem czułem się lepiej treningi sprawiały mi przyjemność czułem relaks psychiczny i fizyczny. Nie pomyślałbym, gdy zaczynałem ćwiczyć, że taekwon-do będę uprawiał do tej pory...
ŁUKASZ BIEŃKO I dan (trenuje od 2001 roku) WERONIKA BIEŃKO 1 cup To było tak dawno temu….. Nawet nie zdążyliśmy zauważyć kiedy minął cały ten czas…. Pewnego dnia marzenie trójki rodzeństwa zaczęło się spełniać. A zaczęło się od niewinnych filmów karate- Bruce Lee i nieśmiertelni „ Małolaci Ninja”…. Nigdy nie zapomnę pierwszego treningu. Pierwszy rząd, czarna magia komend i prawie „wyplute płuca” J. Ale warto było zrobić krok w nieznane. Widocznie zarażenie się sztuką walki jest pewnego rodzaju nieuleczalną chorobą…. Ona trwa nawet wtedy, gdy zaczynamy oddalać się od źródła. Jest uśpiona gdzieś głęboko w nas i wystarczy tylko chwila, by przypomniała o sobie ze wzmożoną siłą. Dziecięca fascynacja sztukami walki przerodziła się w świadome spełnianie marzenia, które na stałe stało się częścią nas. I nikt nam tego nie odbierze. Teraz, gdy nasze drogi powoli zaczynają się rozchodzić, Taekwon-do nabiera głębszego sensu, ma inne znaczenie, inny smak. Już nie patrzymy na nie , jak małolaty zafascynowane kolejnymi pasami. Z każdym dniem nasze spojrzenie staje się dojrzalsze, a treningi przynoszą nam satysfakcje, nie dlatego, że zdobywamy kolejne laury lecz dlatego, że Taekwon- do jest częścią naszego życia. Już nie musimy z nikim rywalizować o prestiż w grupie, nie musimy ścigać się o wyższy stopień wtajemniczenia. W końcu dotarło do nas, że trenujemy dla siebie i dla nikogo innego. Umiejętności, które posiadamy są odzwierciedleniem nas samych. I nie ważne, jakie kłody inni będą rzucać nam pod nogi- Taekwon- do jest pasją płynącą z głębi serca, nie z przyzwolenia…. Mimo, że czasem jest trudno….
DAWID KUREK I dan (trenuje od 2003 roku) Moja przygoda z Taekwondo rozpoczeła sie we wrześniu 2003 roku kiedy to
KAMIL WĘCEL I dan (trenuje od 2003 roku) Nazywam sie Kamil Węcel. Treningi rozpocząłem w roku 2003. początkowe treningi nie były łatwe. Nowe otoczenie, nowy klimat i ludzie których nie znałem wprawiali mnie w lekki dyskomfort ale po pewnym czasie przyzwyczaiłem sie. Wielką trudnością były tez same treningi ponieważ wszystkie komendy były wydawane w języku koreańskim a ja jako początkujący adept nie miałem pojęcia co one oznaczają. Pierwsze treningi były najcięższe. Duży wysiłek psychiczny i fizyczny ale trud pracy jaki w to wkładałem przyniósł mi niebawem owoce, ponieważ otrzymałem swój pierwszy stopień taekwon-do - żółty pas. Jak sie później okazało był on dla mnie początkiem długiej i czasem żmudnej pracy w drodze do stopnia mistrzowskiego. Po rocznym treningi pojechaliśmy na obóz sportowo rekreacyjny do zwierzyńca. Był to Moj pierwszy tego typu obóz poświecony szkoleniu swej techniki. 2 tygodnie minęły jak z bicza strzelił. Obóz obfitował w liczne znajomości z uczestnikami innych klubów. Podsumowaniem mojej pracy obozowej był pozytywnie zdany egzamin na zielony pas. Kolejne treningi owocowały w nowe doświadczenia typu biwaki na których Trener wykazywał sie inwencja twórcza i nigdy sie nie nudziliśmy. Uczestniczyliśmy w rożnego rodzaju zawodach na których, zdobyłem wiele doświadczenia i medali. Dalsze treningi coraz bardziej mnie wciągały zdobywałem kolejne stopnie uczniowskie. W międzyczasie również uczestniczyłem w 2 zgrupowaniach z mistrzem Hwang Ho Yong. Na tych seminariach zgłębiałem wiedze teoretyczną oraz umiejętności praktyczne z zakresu taekwon-do. W roku 2007 uczestniczyłem w obozie który odbył sie w Janowie Lubelskim. Ciężka praca 3 treningi dziennie zaowocowały egzaminem na stopień I DAN który otrzymałem z rak Sławomira Gruszczynskego (V DAN)
KONRAD WĘCEL I dan (trenuje od 2003 roku) Swoją przygodę z koreańską sztuka walki rozpocząłem we wrześniu 2003 roku. Ten pierwszy trening pamiętam jak byłoby to wczoraj. Wchodzac na salę treningowa byłem wystraszony oraz nieco zawstydzony. Wreszcie nadszedł moment rozpoczęcia treningu, ukłon i zaczęła sie moja długa droga do czarnego pasa. Początkowe treningi sprawiamy mi wiele trudności, ponieważ komendy wydawane były w języku koreańskim co wiązało sie z trudnościami, jednak nie zniechęcało mnie to do trenowania wręcz przeciwnie. Pragnąłem zgłębiać te tajniki Teakwon-do. Po okresie pół roku trenowania odbyłem egzamin na jeden ze stopni TKD-żółty pas. Wynik egzaminu był pozytywny. Na przełomie lipca i sierpnia 2004 roku odbył sie obóz szkoleniowo-spotrowy w Zwierzyńcu. Na obozie zdobyłem następny stopień szkoleniowy-zielony pas. Kolejne miesiące trenowania przebiegały spokojnie. Podczas tego okresu mogłem skonfrontować swoje umiejętności na zawodach rangi Mistrzostw Polski. Miałem okazje również uczestniczyć w seminariach szkoleniowych z koreańskim mistrzem Hwang Ho Yong. Podczas treningów z mistrzem mogliśmy się nauczyć wiele rzeczy oraz poznać taekwon-do od innej strony. Trening z Koreańczykiem był wyjątkowy - takie przeżycie zostaje na całe życie. W wakacje 2007 roku wziąłem udziel w obozie który miał miejsce w Janowie Lubelskim. Obóz ten był dla mnie wyjątkowy ponieważ miałem okazje zdawać egzamin na pierwszy ze stopni mistrzowskich- I dan. Do egzaminu na stopień mistrzowski przygotowywał mnie i czwórkę moich przyjaciół Trener Sławomir Gruszczyński. Intensywność oraz poziom treningów był bardzo wysoki. Podczas obozu mogliśmy także nawiązać kontakty z innymi klubami uprawiającymi tą sztukę walki. Dzięki wyjazdowi na taki obóz mogłem doświadczyć wielu rzeczy, umacniających moja postawę jako ćwiczącego. Ostatniego dnia w trakcie obozu odbył się egzamin na I dan. Ja brat i trojka przyjaciół zdaliśmy na ten stopień. Uczucie po odczytaniu wyniku egzaminu było oszałamiające. Jednak Czarny pas to dopiero początek świadomej drogi przez tajniki Teakwon-do.
PIOTR ZAWISZA 1 cup (trenował w latach 1998 – 2003) Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że daje swojemu wnukowi werterls original, czyli jestem dziadkiem, czyli emerytowanym Taekwondoką:). Tak więc wypowiadam się jako już nie trenujący (niestety). Swoją przygodę z tkd rozpocząłem w 1998r. W ZSZ nr 2 w Dęblinie z inicjatywy p. Tomasza Sadurskigo powstała sekcja TKD. Dowiedziałem sie o tym co ciekawe od mojej mamy, która to stwierdziła, że mógłbym spróbować i ruszyć 4 litery z przed telewizora;) Tak też się stało. Mój pierwszy trening przypadł na ok 1 miesiąc po rozpoczęciu działalności sekcji. Ledwo zmieściłem się na sali ... DZIKIE TŁUMY!!! Na czele sali jakiś niewysoki Jegomość przewiązany czarnym pasem opowiadał i pokazywał cóż to takiego taekwon-do. Szybko okazało się iż jest to Sławomir Gruszczyński, wtedy III dan. Z treningu na trening uczestników ubywało (pewnie z powodu wymagających treningów). Po pewnym czasie ostała sie stała grupa trenujących i wtedy zaczęło się na dobre!!! Trening za treningiem, każdy z potem na czole dawał z siebie wszystko. Pierwsze wyjazdy na obozy (zabrakłoby mi RAMu, żeby opisać choćby jeden;o) ) i duuuuuużo satysfakcji z coraz większych umiejętności. W międzyczasie sekcję przejął obecny trener Jarosław Bigos (wtedy I dan), który miał niebywałe szczęście, gdyż trafiła mu się najlepsza sekcja w Polsce;). Wielokrotnie wspominał, że nigdy nie trenował tak wspaniałych taekwondoków:oD. Przez ponad 4 lata treningów w dęblińskiej sekcji zdobyłem 1 cup i na tym poziomie (NIESTETY) zakończyłem aktywną karierę z tkd!!! Pozostały albumy ze zdjęciami, dobok z pół-czarnym pasem i wspaniałe wspomnienia .... hmmmm no dobra 2 deseczki yopem jeszcze trzasnę:))))))) więc odrobina umiejętności też:) ... To tyle. Pozdrawiam trenujących i życzę wytrwałości!!!!!!!!!!!!!!
|
O Klubie
O Taekwon-do
Stronę przejrzało
| Dziś | 174 |
| W tym tygodniu | 174 |
| W tym miesiącu | 1104 |
| W sumie | 48704 |













